Stargate Props and Costumes

Welcome to the Internet's largest community dedicated to the props and costumes of Stargate.

Talk about the costumes used throughout Stargate SG1, Stargate Atlantis, and Stargate Universe. Share your original costumes or get help with your cosplay!
#67064
Jestem osobą, która zawsze trzyma się zasad. Nie łamię świateł w przejściu dla pieszych, oddaję resztę w sklepie, nawet jeśli ekspedientka się pomyli, a od ośmiu lat prowadzę ten sam planer tygodniowy, w którym każda godzina ma swoje miejsce. Moja mama mówi, że urodziłam się starą, ale ja po prostu lubię mieć kontrolę. Kiedy więc w zeszłą środę mój szef oznajmił, że cały zespół musi wziąć dodatkowe dwa dni urlopu, bo firma idzie na jakieś szkolenie integracyjne, a ja – z przyczyn technicznych – nie mogłam pojechać, poczułam się, jakby ktoś wyrwał mi kartkę z tego idealnego planera. Zostałam sama w biurze, z pustymi pokojami, wyciszonym telefonem i trzech godzinami do końca dnia, które nagle zaczęły ciągnąć się jak guma do żucia.

Nie miałam pojęcia, co zrobić z tą nagłą ciszą. Zwykle praca wypełniała mi każdą minutę. Ale teraz, gdy wszyscy wyjechali, a ja dokończyłam wszystkie raporty o dwunastej, zostałam sama z laptopem i kubkiem herbaty, która dawno wystygła. Przewijałam Facebooka, oglądałam zdjęcia znajomych z wakacji, otwierałam i zamykałam pocztę bez żadnego powodu. Czułam się nieswojo. Nuda, wiecie, to coś, czego nie znoszę, bo zmusza mnie do myślenia o rzeczach, które zwykle wypieram. O tym, że nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłam coś tylko dla siebie. Że od pół roku chciałam iść na jogę, ale zawsze odkładałam to na "później". Że moje życie w ostatnich miesiącach stało się jedną, długą listą obowiązków bez żadnego przystanku na przyjemność.

I wtedy, zupełnie przypadkiem, bo przecież nic nie robię przypadkiem, kliknęłam w baner, który pojawił się na jednej z przeglądanych stron. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że na zdjęciu były palmy, a za oknem był szary, jesienny dzień. Może dlatego, że obiecywano coś za darmo, a ja, jako księgowa, zawsze lubiłam rzeczy "za darmo". Trafiłam na stronę, której wcześniej nie znałam. Przewijałam ją z mieszanką ciekawości i dystansu, bo przecież nie jestem osobą, która wierzy w łatwe pieniądze. Ale kiedy zobaczyłam, że oferta powitalna jest naprawdę przejrzysta, a do tego nie trzeba od razu wpłacać własnych środków, coś we mnie pękło. Może to była ta cisza w biurze, może to był ten długi tydzień, a może po prostu zbuntowała się we mnie ta odpowiedzialna część, która przez całe życie mówiła "nie". Zarejestrowałam się.

Nie myślałam o tym jako o grze. Pomyślałam o tym jak o eksperymencie. Jak o takim małym teście na to, czy potrafię zrobić coś bez planu. System przywitał mnie komunikatem, że na moim koncie pojawiła się specjalna oferta powitalna, która pozwalała mi rozpocząć przygodę bez żadnego ryzyka. I właśnie wtedy zobaczyłam, że został mi przydzielony bonus darmowe spiny vavada, który miałem wykorzystać w ciągu najbliższej godziny. Pomyślałam – dobra, godzina. Mam godzinę, żeby zrobić coś głupiego. Godzinę, żeby nie być odpowiedzialną. I wcisnęłam przycisk.

Pierwsze spiny były niczym. Kręciłam, patrzyłam, jak bębny układają się w przypadkowe kombinacje, i czułam... nic. To był tylko dźwięk, światła, animacje. Myślałam, że to będzie kolejna stracona godzina, którą wyrzucę w błoto. Ale potem, około dwudziestego piątego spinu, coś się zmieniło. Kombinacja symboli zatrzymała się w sposób, który sprawił, że ekran zrobił się cały złoty. Moje serce nie przyspieszyło – to był bardziej taki chłodny szok. Patrzyłam na saldo, które nagle zaczęło rosnąć, a ja nie wierzyłam własnym oczom. To nie były oszałamiające miliardy, ale kwota, która dla mnie – zwykłej księgowej – była równoznaczna z nieplanowanym prezentem.

Siedziałam w swoim biurze, w ciszy, z kubkiem zimnej herbaty, i czułam, jak coś we mnie drga. To nie była chciwość. To było zaskoczenie. Przez tyle lat myślałam, że szczęście to coś, co się zarabia ciężką pracą. A tu proszę – wystarczyło kilkanaście kliknięć i zupełnie przypadkowy zbieg okoliczności, żeby poczuć, że świat może być nieprzewidywalny. Ale nie skończyłam na jednym spinie. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam wykorzystać każdy bonus darmowe spiny vavada, który został przyznany, aż do ostatniego. Nie dlatego, że chciałam więcej. Dlatego, że pierwszy raz od bardzo dawna bawiłam się naprawdę dobrze.

Z każdym kolejnym spinem czułam, jak odstresowuję się z całego tego napięcia, które nosiłam w sobie od miesięcy. Moje barki opadały, przestałam zaciskać pięści, przestałam myśleć o rachunkach i o tym, że za tydzień trzeba wysłać deklarację podatkową. Grałam, i to było jak medytacja. Śmieszne, prawda? Kto by pomyślał, że gry mogą mieć działanie antystresowe. Ale to było dokładnie to – moment, w którym przestałam analizować, a zaczęłam po prostu być.

Kiedy wszystkie darmowe spiny się skończyły, zamknęłam laptopa, wstałam od biurka i podeszłam do okna. Za oknem wciąż padał deszcz, ale ja czułam się lekka jak piórko. Nie wypłaciłam od razu całej wygranej, choć mogłam. Zostawiłam część na koncie, bo chciałam wrócić do tego uczucia za kilka dni, gdy znów poczuję przytłoczenie. A część przelałam na konto, żeby kupić sobie ten wymarzony zestaw do jogi, o którym mówiłam od pół roku. Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o pieniądze. Chodziło o to, żeby przypomnieć sobie, że bycie odpowiedzialną przez dwadzieścia cztery godziny na dobę to nie jedyna droga. Że można zrobić coś bez planu, bez listy, bez zastanawiania się "a co jeśli". I że czasem to właśnie te niezaplanowane chwile zostają z nami na dłużej.

Kilka dni później, w sobotę rano, usiadłam z herbatą (tym razem gorącą) i otworzyłam aplikację, żeby sprawdzić, czy został mi jeszcze jakiś bonus darmowe spiny vavada na wykorzystanie. Nie było, ale to nie przeszkadzało. Zrobiłam mały depozyt, ale tym razem nie grałam już tak intensywnie. Traktowałam to jak taką odskocznię, jak małe okienko na luz w ciągu tygodnia. Moi znajomi, którym opowiedziałam tę historię, trochę się śmiali, że księgowa gra w kasynie. Ale ja się z tego śmiałam razem z nimi, bo wiedziałam, że to nie jest o kasynie. To jest o tej godzinie, w której przestałam być sobą z planera, a stałam się sobą z przypadku.

Nie wiem, czy kiedykolwiek powtórzy się taka sytuacja, że trafię na coś większego. Ale wiem, że tamtego popołudnia w pustym biurze odzyskałam coś, co wydawało mi się stracone na zawsze – radość z małych rzeczy i zaufanie do tego, że nie wszystko musi mieć sens. Czy polecam każdemu? Nie, nie jestem od dawania rad. Ale jeśli ktoś zapyta mnie, czy warto czasem zrobić coś spontanicznie, nawet jeśli to tylko kilka spinów w ciągu nudnego dnia, odpowiem: warto. Bo życie jest za krótkie, żeby planować każdy krok. A czasem wystarczy jedna godzina, żeby przypomnieć sobie, jak to jest oddychać pełną piersią.

Jestem osobą, która zawsze trzyma się zasad[…]

I’m working on my first book and have starte[…]

Replacing a missing tooth is no longer just a cosm[…]

Buy Essay Online In Canada

Write Essay Canada provides the quality academic w[…]